poniedziałek, 30 stycznia 2017

proste życie


Nie mam specjalnych ambicji na bycie prawdziwym fotografem - wiecie takim, który pracuje z ludźmi. Wymyśla sobie koncepcje sesji, a później bierze modelkę i dba o wszystkie szczegóły: rekwizyty, makijaż, stylizacje. Podziwiam za to moich znajomych, którzy zajmują się fotografią profesjonalnie i umieją coś takiego przygotować. 

Ja uwielbiam robić zdjęcia, ale to co robię to typowe pstrykanie zwykłego, prostego życia. Takiego, które mi się codziennie zdarza; kiedy idę na obiad z przyjaciółmi, wracam z uczelni, albo po prostu wychodzę na niedzielny spacer. 

Wiem, że mogłabym takie same zdjęcia robić tanią lustrzanką cyfrową. Nie musiałabym się męczyć z zacinającymi się zwijaczami rolki w ZENICIE i wypadającymi z kompaktówki bateriami (chciało mi się ostatnio płakać, bo otworzyłam aparat, a kawałek kliszy się nie zwinął!). Ale stare aparaty, których używam mają to coś. Z niecierpliwością czekam na wywołanie, w drodze do domu oglądam negatywy pod światło, a w domu kilka razy przewijam od początku do końca na ekranie komputera cały folder.

Uwielbiam analogi! 












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz