czwartek, 20 marca 2014

Hello Spring!


Trochę elegancji na przywitanie wiosny! Chociaż dzisiejsza stylizacja jest nieco przygaszona, to przecież nie zawsze możemy chodzić ubrani kolorowo, niczym pacynki z Ulicy Sezamkowej. Wybór padł na jedną z moich ulubionych spódnic (szkoda, że tak rzadko mam okazję się w niej pokazywać), która doskonale wpisuje się w tematykę retro. 



















Miałam na sobie:

bluzka - sh
spódnica - sh
pasek - Mohito 
torebka - vintage
futro - pamiątka rodzinna
buty - sequin.pl
kolczyki - katherine.pl
okulary - prezent


czwartek, 13 marca 2014

Flowers on my head, flowers in my mind

Śnieg w marcu? Jak widać udało mi się odkopać z dysku stare zdjęcia, kiedy jeszcze aura udawała, że jest zima. Dlatego dzisiaj bardziej art, tak – ja szatniarka, a zasypuje bloga swoją twarzą.

Nazywając to jak tylko chcecie: DIY, handmade czy zwykłe polskie „majsterkowanie” to jedno z moich ulubionych zajęć, kiedy brakuje mi odpowiedniej ilości kawy, żeby udawać że zaczynam nową dietę cud. Zwykle wtedy ląduje z dzbankiem zielonej herbaty przy kuchennym stole i rozkładam cały stragan. Ostatnimi czasy (czyli tak z 1,5 miesiąca temu) padło na nowy wianek. Trochę z resztą w związku z tym, że coraz bliżej koncert Florence w Polsce. Więc mocno ZAINSPIROWANA (to słowo stało się ostatnio strasznie przereklamowane) postanowiłam coś tam wymodzić. Efekty możecie podziwiać niżej – milion zmian w projekcie i szkice koncepcyjne dopiero po zakończonej pracy.

Jako, że zależało mi najbardziej na portretach – jak ja lubię katować w kółko tymi samymi okularami – resztę sylwetki zostawiłam raczej w stonowanej kolorystyce. Tak jak już wspominałam i co z resztą widać, zdjęcia są trochę przeterminowane. Włosy zróżowiały od tamtej pory (i zyskałam dzięki temu nowy przydomek: Oh, ty mój buraczku – dzięki Mamo), a sylwetka nieco się wysmukliła. Tak, tak: zaczęłam wiosenną dietę, z wagi spadło już kilka kilogramów, a do upragnionej wagi jeszcze tylko kilka.

Pouczona ostatnimi tygodniami ciężkiej pracy mogę dać kilka rad dla tych z Was, którzy dopiero zaczynają walczyć z zimowym tłuszczykiem: AW6 to totalna ściema, strata czasu i jedyne, czego mnie nauczyła to systematyczności. Po 38 dniach przerwałam żmudne treningi – miałam mały „imprezowy” wypadek, przez który musiałam zaprzestać ćwiczyć. Efekty? 3cm w talii, 3cm w brzuchu.
Oczywiście swoje robi też stres, bo jak wiadomo MATURA CORAZ BLIŻEJ, a ja jakoś nie miałam do tej pory porządnie zabrać się za powtórki. Do tego doliczcie jeszcze cały wachlarz możliwości, którą uczelnie wybrać i dlaczego, ah dlaczego wybrałam taki trudny temat na prezentację z języka polskiego.

Ale cóż, nie ma co marudzić. Biust do góry i do przodu; nic się nie zmienia od dupy siedzenia :)

Wiosno, ah to Ty! 















































Miałam na sobie:

bluzka – Stradivarius
spódnica – H&M
płaszcz – Papaya/sh
buty – sequinshoes.pl
okulary – prezent 
kolczyki – Mohito 
wianek - handmade





piątek, 7 marca 2014

Sun was set to rise

Chociaż od mojej studniówki upłynęło już trochę wody, a ja zbierałam i zbieram się do zrobienia porządnych zdjęć w wieczorowej sukni, to obawiam się, że czas na publikację nastąpi dopiero w przyszłym roku, bo teraz to już trochę musztarda po obiedzie.
W zamian za to przygotowałam na dzisiaj kilka zdjęć, które zrobiliśmy wraz z Panem Fotografem (link pod zdjęciami) w czasie ferii zimowych. Pogoda wyjątkowo sprzyjała, słońce grzało przez szyby i aż chciało się rzec wiosno, ah to Ty. Szkoda, że miesiąc później aura nie jest już taka łagodna.
Wyjątkowo dziś nieco bardziej artystyczne zdjęcia (nie pamiętam, kiedy ostatnio dałam się namówić na taką formę pracy z aparatem - odzwyczaiłam się!).
Suknia, którą mam na sobie, to nic innego, jak moja studniówkowa kreacja. Z pamiętnego balu na zdjęciach mam również na sobie buty oraz kolczyki. Kapelusz i pierścionek to dodatki na potrzeby zdjęć. Liczyłam na to, że zbiorę się na obszerną relację z tego bądź, co bądź sporego wydarzenia, ale natłok pracy i obowiązków zupełnie odsunął to w czasie. Musze przyznać, że była to niezapomniana noc, pełna wrażeń - zarówno pozytywnych, jak i tych nieco mniej po mojej myśli. 

Zdjęcia są niestety troszkę nieaktualne - od tego czasu miałam 2 sesje w studiu tatuażu, ale efekty dopiero po zagojeniu. Nie ma sensu chwalić się spuchniętą ręką, zwłaszcza, że łokieć goi się wyjątkowo wrednie.











Miałam na sobie:
suknia - Peek&Cloppenburg / Jake's
buty - Ryłko
kapelusz -
kolczyki - Sezam
pierścionek - vintage