czwartek, 13 marca 2014

Flowers on my head, flowers in my mind

Śnieg w marcu? Jak widać udało mi się odkopać z dysku stare zdjęcia, kiedy jeszcze aura udawała, że jest zima. Dlatego dzisiaj bardziej art, tak – ja szatniarka, a zasypuje bloga swoją twarzą.

Nazywając to jak tylko chcecie: DIY, handmade czy zwykłe polskie „majsterkowanie” to jedno z moich ulubionych zajęć, kiedy brakuje mi odpowiedniej ilości kawy, żeby udawać że zaczynam nową dietę cud. Zwykle wtedy ląduje z dzbankiem zielonej herbaty przy kuchennym stole i rozkładam cały stragan. Ostatnimi czasy (czyli tak z 1,5 miesiąca temu) padło na nowy wianek. Trochę z resztą w związku z tym, że coraz bliżej koncert Florence w Polsce. Więc mocno ZAINSPIROWANA (to słowo stało się ostatnio strasznie przereklamowane) postanowiłam coś tam wymodzić. Efekty możecie podziwiać niżej – milion zmian w projekcie i szkice koncepcyjne dopiero po zakończonej pracy.

Jako, że zależało mi najbardziej na portretach – jak ja lubię katować w kółko tymi samymi okularami – resztę sylwetki zostawiłam raczej w stonowanej kolorystyce. Tak jak już wspominałam i co z resztą widać, zdjęcia są trochę przeterminowane. Włosy zróżowiały od tamtej pory (i zyskałam dzięki temu nowy przydomek: Oh, ty mój buraczku – dzięki Mamo), a sylwetka nieco się wysmukliła. Tak, tak: zaczęłam wiosenną dietę, z wagi spadło już kilka kilogramów, a do upragnionej wagi jeszcze tylko kilka.

Pouczona ostatnimi tygodniami ciężkiej pracy mogę dać kilka rad dla tych z Was, którzy dopiero zaczynają walczyć z zimowym tłuszczykiem: AW6 to totalna ściema, strata czasu i jedyne, czego mnie nauczyła to systematyczności. Po 38 dniach przerwałam żmudne treningi – miałam mały „imprezowy” wypadek, przez który musiałam zaprzestać ćwiczyć. Efekty? 3cm w talii, 3cm w brzuchu.
Oczywiście swoje robi też stres, bo jak wiadomo MATURA CORAZ BLIŻEJ, a ja jakoś nie miałam do tej pory porządnie zabrać się za powtórki. Do tego doliczcie jeszcze cały wachlarz możliwości, którą uczelnie wybrać i dlaczego, ah dlaczego wybrałam taki trudny temat na prezentację z języka polskiego.

Ale cóż, nie ma co marudzić. Biust do góry i do przodu; nic się nie zmienia od dupy siedzenia :)

Wiosno, ah to Ty! 















































Miałam na sobie:

bluzka – Stradivarius
spódnica – H&M
płaszcz – Papaya/sh
buty – sequinshoes.pl
okulary – prezent 
kolczyki – Mohito 
wianek - handmade





5 komentarzy:

  1. chyba nie "szatniarka" tylko "szafiarka" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie znalazłaś takie piękne kwiaty do wianka ? :)

    OdpowiedzUsuń