piątek, 10 lutego 2017

tired.


Jestem zmęczona. 
Zdjęcia ze spaceru i jedno z koncertu Green Day, ale klisza się zacięła i niewiele się uratowało :(










poniedziałek, 30 stycznia 2017

proste życie


Nie mam specjalnych ambicji na bycie prawdziwym fotografem - wiecie takim, który pracuje z ludźmi. Wymyśla sobie koncepcje sesji, a później bierze modelkę i dba o wszystkie szczegóły: rekwizyty, makijaż, stylizacje. Podziwiam za to moich znajomych, którzy zajmują się fotografią profesjonalnie i umieją coś takiego przygotować. 

Ja uwielbiam robić zdjęcia, ale to co robię to typowe pstrykanie zwykłego, prostego życia. Takiego, które mi się codziennie zdarza; kiedy idę na obiad z przyjaciółmi, wracam z uczelni, albo po prostu wychodzę na niedzielny spacer. 

Wiem, że mogłabym takie same zdjęcia robić tanią lustrzanką cyfrową. Nie musiałabym się męczyć z zacinającymi się zwijaczami rolki w ZENICIE i wypadającymi z kompaktówki bateriami (chciało mi się ostatnio płakać, bo otworzyłam aparat, a kawałek kliszy się nie zwinął!). Ale stare aparaty, których używam mają to coś. Z niecierpliwością czekam na wywołanie, w drodze do domu oglądam negatywy pod światło, a w domu kilka razy przewijam od początku do końca na ekranie komputera cały folder.

Uwielbiam analogi! 












piątek, 20 stycznia 2017

duchologia w 2017 roku


Z kamerą wśród zwierząt. Wiem, żyje jak śmieciarz. Ale jestem zajęta, robię rzeczy. 

Wreszcie zmobilizowałam się do wypróbowania kompaktówki analogowej, swoją drogą ta jest mocno wysłużona, bo pamięta jeszcze moje dzieciństwo. Okazało się że łapie ostrość dopiero z pewnej odległości, dlatego większość portretów wyszła jak ten poniżej.

Jestem zachwycona efektem zdjęć z lampą błyskową, wyszły bardzo duchologicznie. Jakby miały już trochę lat. Nad niczym nie da się zapanować w tym aparacie oprócz kadru, bo lampa sama decyduje czy jest potrzebna czy nie. Po pierwszym zdjęciu długo miałam mroczki przed oczami, bo jest mocna! 












poniedziałek, 14 listopada 2016

14/11/2016



Raz na jakiś czas tu zaglądam i zastanawiam się czy powinnam prowadzić bloga, a jeśli tak to w jakiej formie. Muszę przyznać, że format tylko o modzie na ten moment się wyczerpał i nie sprawiał mi dłużej przyjemności. Brakowało mi systematyczności w stylu, w dodawaniu postów i w ogóle w "budowaniu siebie" w social mediach. 

Przestało mi (co piszę z pewną ulgą) zależeć na polubieniach i wyświetleniach, ale przede wszystkim wolałabym być "klikana" ze względu na to, co mam do powiedzenia. Tylko niespecjalnie wiem, czy czuję się na siłach, żeby pisać a potem to publikować! 

Dlatego będę wracać raz na jakiś czas wrzucając kilka analogów, a może w końcu odważę się, żeby opublikować co chodzi mi po głowie? 
Chociaż sama nie wiem, czy chce się wystawiać na oglądanie i "pośmiewisko".
Rozdziobią mnie kruki i wrony!